Via Crucis - Iesus consolatur mulieres
„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: "Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły". Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?»”. Łk 23, 27-31.
„Od czego zacząć mam opłakiwanie czynów nędznego życia mego? Jakiż początek skargi Żałosnej dzisiaj uczynię, o Chryste?
O miłosierny, udziel win moich odpuszczenia!”. Od tych słów rozpoczyna swój „Kanon Pokutny” św. Andrzej z Krety.
Stacja ta uczy nas opłakiwania własnych grzechów. To fundament pokuty i nawrócenia. Twarde napomnienie Pana Jezusa każe nam wspomnieć na odrzuconą modlitwę pysznego faryzeusza i przyjętą skruchę celnika. Ale czy ja, "wielki" człowiek XXI wieku potrafię jeszcze płakać? Czy łzy nie są dla mnie oznaką słabości i przegranej? Jeszcze lecą z moich oczy łzy, gdy widzę ckliwe obrazy wojny w telewizji, albo skrzywdzonego psa. I to niestety wszystko. Bo nie ma już łez gdy przechodzę obok żebraka, nie ma ich, gdy widzę małe dzieci biegające samopas do późnej nocy po ulicach, zaniedbane, brudne w podartych ubraniach. Nie ma łez, gdy widzę staruszków, ledwo wspinających się do autobusu, którzy na nikogo nie mogą liczyć.
Nie płaczemy dziś już nawet nad Chrystusem! Jest nam obojętny. Już nawet nie odwracamy twarzy od Jego męki. Stoimy z kamiennymi twarzami i delektujemy się przemocą, a oczy nasze są suche.
Jak więc mam zapłakać nad swoimi grzechami?
„Od czego zacząć mam opłakiwanie czynów nędznego życia mego?”. Na tę zbawienną potrzebę wskazuje mi Pan.
„Idź, duszo nędzna, razem z ciałem swoim,
wyspowiadaj się Stwórcy wszechrzeczy,
a na przyszłość od dawnej wstrzymaj się pogardy i ofiaruj pokuty swojej Bogu łzy”, woła św. Andrzej.
„[…] gdy grzesznik zmywa łzami swoje łoże, a „łzy są mu chlebem w dzień i w nocy” i gdy nie wstydzi się wskazać grzech swój kapłanowi Pańskiemu i szukać lekarstwa według wskazówki tego, który powiedział: „Rzekłem: wyznam przeciwko sobie niesprawiedliwość moją Panu, a Ty odpuściłeś bezbożność serca mego” naucza Orygenes. (Homilia do Księgi Kapłańskiej 56).
św. Ambroży nazywa pokutę „chrztem z łez”. Mówił wprost o dwóch sposobach nawrócenia: „przez wodę chrztu oraz przez łzy pokuty”. Wołał do cesarza Teodozjusza, który dopuścił się rzezi
w Tesalonikach: „Grzechu nie usuwa się inaczej, jak tylko przez pokutę i łzy”.
A zatem: „Łzy oczu moich i z głębokości wzdychania jawnie przed Tobą składam, Zbawco, wołając z serca: O Boże! Tobie zgrzeszyłem, zmiłuj się nade mną”.
„Chociaż zgrzeszyłem, Zbawco, ale dobrze wiem, żeś miłośnikiem ludzi, że chłostasz z litością, a gorące jest twoje zmiłowanie. Patrzysz na płaczącego i jak ojciec doń biegniesz, przywołując marnotrawne dziecko”.
„Dawid na króla wybrany, królewskim zwyczajem
rogiem Boskiej oliwy został pomazany.
Idź, duszo, jeżeli Królestwa pragniesz na górze,
namaść się łzami żalu jak olejkiem”.
„Jak nierządnica wylewam łzy, Miłosierny, oczyść mnie,
Zbawco, według Twojej łaskawości”.
„Szczerze przynoszę Tobie, Zbawco, łzy oczu moich
i westchnienia z głębi serca wołającego: Boże,
zgrzeszyłem przed Tobą, oczyść mnie”.
„Trójco nadprzyrodzona, czczona w Jedności, zabierz ze mnie ciężkie brzemię grzechów i jako miłosierna daj mi łzy pociechy”.